Pustynia Błędowska i Zamek Ogrodzieniec
Co
robi Mama, kiedy jej dziecko rozpoczyna etap fascynacji piaskiem? Tak, może
kupić piaskownicę, o ile nie jest to akurat późna jesień i jej rozkładanie na
balkonie, tarasie czy w ogrodzie nie ma najmniejszego sensu. Tak, może jechać
540km, żeby Ancymon pobawił się na piaszczystej, bałtyckiej plaży, albo… może
zmobilizować męża do krótkiej wycieczki w okolice Olkusza! Wiecie do czego
zmierzam? Brawo! Zgadliście! Tym razem
postanowiliśmy wybrać się na Pustynię Błędowską. Dzień nie sprzyjał
takim wyprawą, bo jak przystało na nasz wolny weekend oczywiście z nieba leciał
kapuśniaczek, a niebo postanowiło zasnuć się ciemnymi chmurami. Od czego jednak
jest uśmiech? Wystarczyło, że nasz łobuz uśmiechnął się promiennie, a świat
zdecydowanie pojaśniał.
Ale,
ale… Musimy was uprzedzić. Decyzja o zwiedzaniu Pustyni Błędowskiej w weekend,
to jak zakupy w sobotę rano. Niby nikt ich nie lubi, ale sklepy pękają w
szwach. Tak też wyglądają okolice punktów widokowych skierowanych na Pustynię
Błędowską. Chyba najtłoczniej było przy Róży Wiatrów. To tu gromadziły się rodziny
z dziećmi i zakochane pary. Na szczęście Pustyni Błędowska zajmuje obszar ponad
30 km2 (kiedyś było to 150km2), więc każdy znajdzie
miejsce dla siebie. Jeśli interesuje was panorama tego miejsca, to warto
zaryzykować i zerknąć na pustynię z wspomnianej już Róży Wiatrów w Kluczach lub
wdrapać się na wzgórze Czubatka (382 m n.p.m.), znajdujące się w tej samej
miejscowości. Wspaniały widok na pustynne piaski rozciąga się również z Dąbrówki
w Chechle (355 m n.p.m.). Dodatkowymi atrakcjami są tu pięknie
pomalowany bunkier oraz wybudowana jakiś czas temu metalowa platforma widokowa.
Jak
zapewne się domyślacie, to nie przeludnione punkty widokowe były naszym celem.
O dziwo, nie pojechaliśmy nawet odkrywać tajemnic przyrodniczej ścieżki dydaktycznej znakowanej
na czerwono (rozpoczyna się na ulicy Rudnickiej w Kluczach i biegnie do
rozlewiska Białej Przemszy, rzeki dzielącej pustynię na dwie części), ani żółtego Szlaku Pustynnego (jego
początku szukajcie na ulicy Górnej w Kluczach, koło parkingu na Czubatce).
Naszym marzeniem był tylko i wyłącznie… piasek! Nie zastanawiając się długo
odeszliśmy kawałek od gromadzących się u wejścia na tereny pustynne tłumów,
spuściliśmy Psa ze smyczy, a Ancymonowi pozwoliliśmy stanąć na własnych nogach.
Nie wiem czyja radość była większa. Pies na przemian tarzał się w ukochanym
piasku i kopał w nim dziury, zasypując jednocześnie Ancymona. Ancymon nie
pozostawał dłużny. Z radością to chodził, to raczkował pomiędzy wydmami,
anektował wykopane przez Psa dziury i pękał ze śmiechu, kiedy spadał na niego
piaszczysty deszcz. Żadne z nich nawet przez chwilę nie zastanowiło się skąd
wokół nich tyle piasku. A wy wiecie? Legenda głosi, że sam diabeł zirytowany
działalnością olkuskich kopalni postanowił zasypać je piaskiem znad Bałtyku. Podobno
już prawie udało mu się osiągnąć swój cel, jednak za bardzo cieszył się z
sukcesu! Bliskość celu tak bardzo go rozproszyła, że zahaczył niesionym workiem
o wysoką wieżę kościoła w Błędowie i piasek rozsypał się po okolicy. Cóż, w
każdej legendzie jest ziarnko piasku. Tfuu… prawdy! A prawda jest taka, że
Pustynia Błędowska powstała w XIII wieku w skutek rozwoju kopalni srebra i
ołowiu w okolicy Olkusza. Ich gwałtowny rozwój wymagał większego poboru wód
gruntowych oraz wykarczowania okolicznych lasów. Pozyskane w ten sposób drewno
wykorzystano do wzmacniania szybów kopalnianych. Co ciekawe, jeszcze na
początku XX wieku można tu było zaobserwować typowe dla obszarów pustynnych
zjawiska takie jak fatamorgana czy burza piaskowa. Od lat 50-tych XX. wieku Pustynia
Błędowska sukcesywnie zmniejsza swoją powierzchnię, a mimo to stała się
scenografią dla fragmentów filmu „Faraon”, w „Pustyni i w puszczy” oraz
kultowego serialu „Czterej Pancerni Pies”. Szczerze mówiąc ani trochę nas to
nie dziwi! To miejsce jest niesamowite! Dobrze, że podjęto już działania
zmierzające do zachowania pozostałych 30km2 pustyni.
Powiem
wam jeszcze, że pomysł na wycieczkę wydawał się strzałem w dziesiątką, kiedy
zmierzaliśmy ku Pustyni Błędowskiej. Nie wzięliśmy pod uwagę jednak jednej
rzeczy. Jakim cudem wyciągniemy stamtąd Ancymona i Psa zakochanych w piasku?! Próbowaliśmy
dyskretnie, nóżka za nóżką i krok za krokiem kierować się do samochodu, jednak
nasz plan został odkryty! Pies osowiał, ale posłusznie ruszył za nami. Za to
Ancymon… za nic w świecie nie chciał porzucić morza ukochanego piasku. Już
przygotowaliśmy się na dantejskie sceny, kiedy z pomocą przyszły nam… manewry
wojskowe. Nagle z bazy wojskowej na północy Pustyni Błędowskiej wystartował
samolot i zrzucił kilku spadochroniarzy, którzy przyciągnęli uwagę łobuza.
Udało się! W ślad za nimi opuściliśmy wydmy! Nie myślcie jednak, że wróciliśmy
do domu. O nie, ruszyliśmy dalej w stronę Ogrodzieńca. Naszym celem były ruiny
zamku, w którym kręcono między innymi część scen z „Janosika”, „Zemsty” czy „Wiedźmina”
(w Netfixowej wersji Bitwa po Sodden kręcona była właśnie w Ogrodzieńcu).
Na
miejsce dotarliśmy godzinę przed zamknięciem, a ruch na drodze prowadzącej do wejścia
na zamek można porównać do Krupówek w sierpniu. Tłum ludzi płynął w obu
kierunkach. Część niespiesznie opuszczała Ogrodzieniec, a część dopiero
rozpoczynała zwiedzanie przystając przy każdym z licznych kramów rozstawionych
przy turystycznym szlaku. Na szczęście przy kasach tłum uległ rozproszeniu.
Część turystów nie zdecydowała się na zwiedzanie ruin zamku w Ogrodzieńcu, a
część rozpierzchła się po sporym terenie zabytku. Nasza niewielka grupka żwawo
pchała wózek w stronę zamku. Kiedy stanęliśmy na jego dziedzińcu pojawiły się dwa
problemy. Co zrobić z wózkiem i jak zmotywować Psa do zwiedzania ruin? Po
dłuższym namyśle zostawiliśmy wózek z boku (nikt go nie ukradł!), a problem Psa
rozwiązał się sam. Choć widzieliśmy kilka czworonogów, które spanikowały na
widok krętych schodów, nasz spisał się na 6! Bez najmniejszych problemów podążał
za Ancymonem niesionym na rękach przez Tatę i tylko Mama nie mogła za nimi nadążyć.
Ach, szkoda, że nie mogliście widzieć zachwytu łobuza widokiem z zamkowych
okien i Psa próbującego nadążyć za Ancymonem i jednocześnie nie spaść ze
schodów. Nic dziwnego, że oboje padli ze zmęczenia tuż po powrocie do domu. A
wy? Macie ochotę zobaczyć ruiny zamku, w którym powstawał „Janosik”? Jeśli tak,
to koniecznie zerknijcie na ich stronę.
Znajdziecie tam informacje o rabacie na bilety i dniach darmowego wstępu.
Miłego zwiedzania!


















































Pustynia Błędowska z dala od szlaków jest piękna. To właśnie przez nią kroczymy pielgrzymim szlakiem...
OdpowiedzUsuń