Ten rok jest
zdecydowanie niesamowity. Ile razy pomyślimy, że coś jest niemożliwe, tyle razy
to się dzieje. Trudno powiedzieć czy to czarna czy biała magia, a może jakaś
klątwa rzucona na współczesne społeczeństwo? Nie wiemy. Jesteśmy za to zachwyceni
tym jak wiele w tym roku się nauczyliśmy. Na pewno powstanie o tym osobny post.
Dziś jednak postanowiliśmy pozachwycać się naszym najnowszym odkryciem. Jeszcze
parę miesięcy temu nie próbowalibyśmy sobie wyobrazić, że to jest możliwe, a
dziś? Dziś udało nam się przejść spod Serenady na Kopiec Krakusa i z powrotem! Bez
samochodu, bez roweru, bez komunikacji miejskiej, na własnych nóżkach! Darujemy
wam opis drogi spod Serenady do centrum i później pod Kładkę Ojca Bernatka. Jednak
resztę trasy opiszemy ze szczegółami! Miłego czytania!

Mostem
Zakochanych, bo tak nieoficjalnie nazywa się kładkę łączącą Kazimierz i
Podgórze, dochodzimy do ulicy Kazimierza Brodzińskiego i dalej do Rynku
Podgórskiego. Zatrzymujemy się tutaj na chwilkę, żeby zrobić tradycyjne selfie.
Tym razem będzie wyjątkowe. Poza Mamą i Ancymonem znajdzie się na nim też
Ciocia Madzia! To chyba jedyna osoba, która nie boi się z nami spacerować. Po
dezercji Taty z radością ruszyła z nami w trasę! Dłuższą chwilę podziwiamy neogotycki
Kościół p. św. Józefa, po czym ulicą Parkową i Andrzeja Potebni ruszamy w
stronę ulicy Tatrzańskiej i niesamowitych kolorowych schodów. Wprawdzie ich
kolory nieco wyblakły, a napisy się zatarły, jednak nadal są one atrakcją dla
mieszkańców Podgórza i Krakowa. Często też pojawiają się na zdjęciach
zagranicznych turystów.

Podziwiając
przedstawione na schodach cytaty dochodzimy do ulicy Lasoty i kierujemy się w
stronę Parku Bednarskiego. Jeśli śledzicie nasz profil na Facebooku lub
Instagramie, to wiecie już, że jest to miejsce wyjątkowe. Dlaczego? Aktualnie
Park Bednarskiego zajmuje obszar około 8,5ha. Jednak nie zawsze tak było.
Miejsce to powstawało stopniowo zajmując teren istniejącego od średniowiecza
kamieniołomu. Przez ponad 20 lat park powoli rozrastał się na obszary
wygaszanych wyrobisk. Jest to jeden z pierwszych, o ile nie pierwszy obiekt w
naszej części Europy powstały w ramach rekultywacji terenu przemysłowego. Warto
też wspomnieć, że powstanie Parku Bednarskiego wymagało ogromu pracy. Gołe
skały musiały zostać pokryte nawiezioną ziemią, aby trawy, kwiaty i drzewa
miały na czym rosnąć. Każdą sadzonkę trzeba było regularnie podlewać, żeby dać
im możliwość do ukorzenienia się. Choć wielu pukało się w głowę słysząc o tym
ambitnym projekcie, Wojciechowi Bednarskiemu udało się odnieść sukces! Stworzył
jeden z najpiękniejszych krakowskich parków. Lokalne pogłoski głoszą jednak, że w jego
powstaniu palce maczały siły nieczyste. Nie mówcie o tym głośno, jednak miejscowe
legendy dowodzą, że w rozległej kotlinie kamieniołomu wprawiał się sam
Twardowski. Podobno czarnoksiężnik nie tylko ćwiczył tutaj magiczne zaklęcia,
ale również gromadził liczne skarby chronione potężnymi czarami. Mówi się, że
po nieszczęsnej wizycie w karczmie Rzym, po której Twardowski został uwięziony
między ziemią a niebem, jego uczniowie udali się do kamieniołomu. Za pomocą czarodziejskich
sztuczek wdarli się do Szkoły Twardowskiego (tak nazywany był ten obszar), aby
zagarnąć dla siebie magiczne skarby. Jakież było ich zdziwienie gdy zamiast
skarbów zobaczyli magiczną księgę… Wyobrażacie to sobie?

W
dwudziestoleciu międzywojennym, w Parku Bednarskiego postawiono cztery
popiersia: Jana III Sobieskiego, Tadeusza Kościuszki, Adama Mickiewicza i
założyciela oraz fundatora parku Wojciecha Bednarskiego. Niestety trzy pierwsze
obiekty nie przetrwały do dnia dzisiejszego. Uważny obserwator dostrzeże jednak
w zaroślach pozostałości jednego z nich,
ale to wszystko. Z drugiej strony, wielu gości odwiedzających park zwróci uwagę
na pasujący jak pięść do nosa betonowy, okrągły kiosk. Zastąpił on istniejącą
tu przed drugą wojną światową piękną, drewnianą glorietę, w której odbywały się
liczne przedstawienia i koncerty.

A co jest
największą atrakcją parku? Jeśli zapytamy rodziców, to zapewne odpowiedzą, że
piękny, bogato wyposażony plac zabaw. Grający w piłkę chłopcy, na pewno wskażą
boisko, o którego wyjątkowości decyduje „ogrodzenie” z wapiennych skał, nie pozwalające
uciec piłce za daleko. Spotkani w jednej z bocznych alejek parku zakochani
pokreślą znaczenie ustronności parku, a blogerzy i influenserzy wymienią piękne
schody z lat 60-tych XX wieku prowadzące
do parku od strony ulicy Zamoyskiego. Podobno robione tam zdjęcia wychodzą
obłędnie.

Park
Bednarskiego opuszczamy bramą od ulicy Parkowej. Kierujemy się w stronę ulicy
Radosnej i Dembowskiego. Nowopowstałą kładką nad torami skracamy sobie drogę do
Kopca Krakusa. Choć piękna pogoda zwabiła tu mnóstwo turystów znajdujemy
ustronne miejsce dla siebie i podziwiamy panoramę Krakowa. Widok zapiera nam
dech w piersi. Nie wiemy czy to kwestia słonecznego dnia, magii tego miejsca
czy widoku, ale zdecydowanie trudno nam stąd odejść. Przez chwilę delektujemy się
panoramą i próbujemy rozstrzygnąć, która z teorii powstania kopca jest prawdziwa.
Czy rzeczywiście został on usypany przez synów legendarnego Kraka, założyciela
Krakowa, na jego wieczną pamiątkę? A może jest elementem celtyckiego systemu
wskaźników astronomicznych, albo nordyckim grobowcem? Pewnie nigdy się tego nie
dowiemy. Niezaprzeczalnie jest to jednak miejsce niezwykłe, pełne mistycznej energii
i spokoju. Kto wie czy nie zostalibyśmy tam jeszcze dłużej, gdyby nie… głód.
Burczenie w brzuchach przypomniało nam, że pora coś zjeść! A skoro już tu
jesteśmy… to pędem wracamy w stronę Rynku Podgórskiego i dalej do ulicy Legionów
Józefa Piłsudzkiego. To właśnie tu, u podnóża schodów prowadzących do Parku
Bednarskiego znajduje się mała, niepozorna knajpka, w której można zjeść
najlepszy na świecie (a na pewno w Polsce) kimbap i spróbować tradycyjnej
kuchni koreańskiej. Pan Kimbap, bo tak nazywa się to miejsce, prowadzony jest
przez cudownego Koreańczyka zakochanego w Polce. Na co dzień w prowadzeniu
lokalu pomaga mu… teściowa. Nie znamy jej imienia, jednak uśmiech tej pani, jej
życzliwości i otwartość sprawiają, że do tego miejsca chce się wracać! Jeśli
tyko czas pozwoli i będziecie tego chcieć, na pewno opowie wam wszystko co wie o
każdej z potraw, pomoże dobrać danie idealne dla waszego podniebienia i
aktualnego nastroju ,a na deser chętnie opowie co nieco o swojej cudownej
wnuczce. To miejsce i relacja jego właściciela z teściową pokazują, że nawet
zięć i „mamusia” mogą żyć w zgodzie! Ba, mogą razem pracować i wspierać
się w prowadzeniu biznesu. Czy to nie
piękne? Jeśli nie wiecie co zjeść na obiad lub kolację, jeśli znajdziecie się w
pobliżu Parku Bednarskiego lub po prostu potrzebujecie dowodu na to, że jeszcze
będzie pięknie i normalnie, to nie czekajcie. Ruszajcie do Pana Kimbapa po
pyszne jedzenie i odrobię rodzinnego ciepła. Gwarantujemy, że nie będziecie
zawiedzeni.

A my? My
posileni przepysznym kimbapem z tuńczykiem i koreańską herbatką o smaku yuzu
ruszamy w drogę powrotną do domu. Po drodze planujemy zajrzeć jeszcze do
kolejnego niezwykłego miejsca, do wspomnianej w ubiegłą środę Wesoła Cafe.
Dostaniecie u nich energetyczne śniadania, pyszne lunche, obłędne ciasta,
fantastyczne pasty kanapkowe i… parzoną metodami alternatywnymi kawę. W swoim
życiu wypiłam wiele kawy. Pracując jako barista zaparzyłam ich tysiące, jednak
tak niezwykłego smaku i aromatu nie udało mi się znaleźć nigdzie indziej.
Zresztą, co ja wam będę opisywać. Spróbujcie! A może miniemy się przy wejściu
do któregoś z wspomnianych w dzisiejszym poście miejscu?
Do
zobaczenia!
Bajecznie...
OdpowiedzUsuńAż chciałoby się cofnąć czas do tej spokojnej, pięknej soboty...
Usuń