Ogród Botaniczny Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie

     

Skąd wiecie, że przyszedł już czas na kolejną podróż? Może swędzą was stopy, przez sen robicie tysiące kilometrów budząc przy tym leżącego obok ukochanego lub ukochaną, a może jakieś złośliwe szepty wciąż podpowiadają „Kup bilet, kup bilet…” i żadna siła nie jest w stanie ich uciszyć? U nas sprawa jest bardzo prosta. Jeśli naleśniki nam nie wychodzą, są jakieś takie blade, albo za grube, albo się rwą, to znak, że pora ruszać w drogę. Jeśli zignorujemy ten znak, to po jakimś czasie pojawia się złość i frustracja i nigdzie nie możemy znaleźć sobie miejsca.

      Tak też stało się któregoś wrześniowego wieczora. Naleśniki za żadne skarby świata nie chciały nam się udać. Albo rwały się, albo przypalały i nawet przepyszne szpinakowe nadzienie nie mogło uratować sytuacji. Pojawiło się pytanie gdzie tu się ruszyć, kiedy na świecie panuje wirus i nawet jak jakimś cudem polecisz, to nie wiadomo czy wrócisz? Długo, długo zastanawialiśmy się co zrobić, ale… udało się! Mamy zdjęcie pod palmą! I wy też możecie je mieć nawet w 2020 roku! Jak? Wystarczy udać się do Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie!

          

    Początkowo planowaliśmy zwiedzać ogród z Ancymonem w wózku. Okazało się to jednak trudne. Po pierwsze nie wszędzie można wjechać wózkiem, a po drugie i znacznie ważniejsze, Ancymon  postanowił spacerować bez wózka. Uprzejme panie w kasie pozwoliły nam zostawić naszą wyścigówkę pod ich czujnym okiem, a my ruszyliśmy w nieznane. Już tuż za kasami znaleźliśmy piękne palmy. Nie mogliśmy odmówić sobie zrobienia z nimi selfie. A dalej? Dalej było tylko piękniej!  Dotarliśmy do alpinarium geograficznego, gdzie przez chwilę poczuliśmy się jak w wysokich górach. Prosto z Alp przenieśliśmy się do angielskich ogrodów, pełnych pięknie wypielęgnowanych rabat pełnych pyszniących się dumnie różnorakich roślin, także tych leczniczych. Urokliwym mostkiem pozwoliliśmy się teleportować do ciemnego, gęstego lasu rodem z Kanady. Nieco zasmucił nas widok zamkniętej palmiarni, jednak zbierająca się tuż obok szkolna wycieczka i biegająca  obok nich ruda wiewiórka wynagrodziły nam tę stratę. Ancymon stwierdził, że ludzie są zdecydowanie ciekawsi od otaczającej nas roślinności i donośnie zaczął domagać się dołączenia do wycieczki. Starając się zachować bezpieczną odległość, powoli ruszyliśmy więc za nimi. Dzięki zmianie roślinności ponownie znaleźliśmy się w wysokich górach, a chwilę później w przepięknym japońskim ogrodzie. Nie czekając na zaproszenie przysiedliśmy tutaj na chwilę. W cieniu subtelnych modrzewi z uśmiechem podziwialiśmy brzdąca niewiele większego od Ancymona, który promiennie uśmiechał się do aparatu w czasie sesji zdjęciowej z dziadkami. Rozczarowani zakończeniem sesji fotograficznej postanowiliśmy ruszyć dalej. Wystarczyło kilka kroków i znaleźliśmy się w obłędnie pachnącym różanym ogrodzie. Zza ich kwiatów podpatrywaliśmy skrytą w altance zakochaną parę i liczyliśmy wysypane na dróżce kamienie.


    Nóżka z nóżką dotarliśmy do urokliwego stawu pełnego wesoło pląsających rybek, które niestety przegrały w rywalizacji o uwagę Ancymona z kolejną hałaśliwą klasą. Chcąc nie chcą ruszyliśmy za nimi i dotarliśmy do obsadzonej kolorowymi kwiatami fontanny. Śladem głośnych nastolatków ruszyliśmy do Holenderki (podwójne niskiej szklarni), a tu czekało nas kolejne rozczarowanie. Niestety budynek nie był dostępny do zwiedzania, a niesamowite okazy storczyków mogliśmy podejrzeć tylko przez lekko uchylone drzwi. Nie zrażeni powędrowaliśmy dalej. A nasze oczy cieszyły  niesamowite róże, lilaki, kolorowe kwiaty jednoroczne, skryte w jednej z alejek ule oraz powstała tu replika ogrodu wiejskiego. Można w nim zobaczyć kwiaty hodowane kiedyś w każdym przydomowym ogrodzie, jak również zioła i rośliny lecznicze. Z zapartym tchem wypatrywaliśmy mandragory, jednak najbardziej magiczną ze znalezionych tam roślin okazał się lubczyk. Cóż kilka listków do niedzielnego rosołu dla Taty powinno zapewnić nam jego wieczną miłość…

Nieco zmęczeni wdrapaliśmy się na tarasy włoskie i do ogrodu japońskiego. Z zapartym tchem podziwialiśmy egzotyczne rośliny rosnące w szklarni Victoria i ustawione przed nią bananowce. Z aparatem pełnym zdjęć na tle egzotycznych roślin, z twarzami wygrzanymi w ciepłym wiosennym słońcu i z szerokimi uśmiechami od ucha do ucha wróciliśmy do domu. 

Zanim zaczniemy planować kolejne wyprawy dodamy tylko, że ogród botaniczny w Krakowie jest najstarszą tego typu placówką w Polsce. Działa od 1783 roku i choć początkowo zajmował zaledwie 2,4ha, to przez ponad 200 lat bardzo sie rozrósł i aktualnie rozpościera sie na 9,6ha, szczegółowo rozplanowanych przez Władysława Szafera (jden z najwybitniejszych polskich botaników).

A wy macie już zdjęcie z palmą w tym roku?






































Komentarze

Popularne posty