Młynówka Królewska
Jakiś czas temu przez
Facebooka dostaliśmy wiadomość: „Musicie opisać Młynówkę Królewską!”. Szczerze
mówiąc nie bardzo przejęliśmy się tą wiadmością. Od jakiegoś czasu mamy bowiem
swoją listę krakowskich parków, zieleńcy i deptaków, które chcemy odwiedzić. Na
jaj końcu dopisaliśmy wspomniany park i zapomnieliśmy o nim na długo. Dopiero
jakiś czas temu Mamie zaczął się marzyć jakiś dłuższy spacer. Niby nic
trudnego, ale ile razy można odwiedzać te same miejsca? Uwielbiamy Nową Hutę i
jej zakamarki, jednak tym razem szukaliśmy czegoś innego. Ni stąd, ni zowąd przypomniała
nam się Mynówka Królewska i… zaczęliśmy żałować, że tak długo zwlekaliśmy z tą
wyprawą! Najdłuższy park w Polsce zdecydowanie skradł nasze serca!
Jak zwykle ruszyliśmy na
spacer spod CH Serenada. Nóżka, za nóżką dotarliśmy do Parku Kleparskiego,
gdzie zatrzymaliśmy się na dłuższy postój. Ancymon przechodzi fazę zafascynowania
gołębiami i wszelkiego rodzaju ptactwem, więc ich ogromna chmara, kłębiąca się w
okolicach Dworca Towarowego, wywołała folę ekscytacji. Na szczęście łobuz
przypięty był szelkami, bo inaczej zapewne sam wyszedłby z wózka i pognał w
stronę ptaków. Kiedy tylko udało się odciągnąc Ancymona od gołębi ruszyliśmy
ulicą Prądnicką, Lubelską, Mazowiecką a nastepnie Gzymsików w stronę Radia
Kraków. To tutaj znajduje się początek najduższego w Polsce parku, czyli
Młynówki Królewskiej. Nie powiemy wam, że od razu pokochaliśmy to miejsce.
Zdecydowanie nie. Część parku usytuowana w pobliżu Alei Trzech Wieszczów
przypomina raczej porośnięty zielenią deptak niż park. Cóż, jego szerokość to
zaledwie 8m, za to długość to aż 8km!
Im bardziej oddalaliśmy się od
siedziby Radia Kraków, tym większą radość sprawiała nam wędrówka. Porastające
ścieżkę spacerową trawy i krzewy zaczęły zastępować stare drzewa, co kawałek
odkrywaliśmy nowy plac zabaw, albo ciekawy mural. Nasze serca zaczęły bić
szybciej na widok Kącika Czytelniczego Szewczyka Dratewki. Z zapartym tchem
minęliśmy porośnięte różami wrota prowadzące do tego magicznego miejsca, na
palcach obeszliśmy niewielki obszar udekorowany dwiema ławkami i trzema budkami
pełnymi książek. W tym miejscu naprawdę czuć magię! Nawet Ancymon postanowił się
wyciszyć i zasnąć! Oj, bardzo nie chciało nam się opuszczać tego zakątka. Z
drugiej strony, to dopiero początek trasy, a przed nami jeszcze jakies 7,5km!
Nie dając sobie czasu na zastanowienie ruszyliśmy dalej. Co kilkaset metrów
dobiegał nas śmiech dzieci beztrosko rozrabiających na kolejnym placu zabaw,
zza drzewa dopadło nas ostrzegawcze spojrzenie starszej pani dbającej o formę
na siłowni na świezym powietrzu, zaś kilka psów przypomniało naszemu Kundlowi,
że znajduje się na ich terenie.
Przez cały spacer towarzyszyło
nam dziwne uczucie. Mieliśmy wrażenie, jakbyś spacerowali po starym krakowskim
bruku, którym jeszcze niedawno jeździły dorożki. A przecież to niemożliwe.
Młynówka Królewska powstała w XIII i XIV wieku jako sztuczny kanał
doprowadzający wodę z rzeki Rudawy do
krakowskich młynów i fosy okalającej miejsckie fortyfikacje. Co ciekawe, ten
ciek wodny przez pewien czas dostarczał krakowianom wody pitnej. Skąd więc to
wrażenie spaceru po bruku? Nie mamy pojęcia. Musimy wam za to powiedzieć, że
zdecydowanie najpiękniejszym fragmentem parku jest dla nas częśc Młynówki
Królewskiej ciągnąca się od okolic restauracji Castor coffee & lunch
do ulicy Podchorążych. Panuje tu relatywna cisza, nie ma tłumów, a rosnące wzdłuż chodnika drzewa rzucają idelną
ilość cienia. Kolejne fragmenty zasypanego kanału nie są wedlug nas już tak
atrakcyjne. Bliskość dużej ulicy, sporego osiedla i szkół powouje, że robi się tu
tłoczno i gwarno, a człowiekowi trudno zebrać myśli. Coraz więcej pojawia się rowerów
i hulajnóg elektrycznych, których pasażerowie zupenie nie zwracają uwagi na
pieszych, uzurpując sobie pierszeństwo zarówno na ścieżce rowerowej jak i
przejściu dla pieszych. Ruch uspokaja się nieco w okolicach Armii Krajowej i
ulicy Zarzecze. Tu można już odetchnąć.
Na chwilę gubimy Młynów
Królewską w okolicy Filtrowej, by odnaleźć ją tuż za ujęciem wody pitnej. Ścieżką
spacerową tuż przy korycie Młynówki kontynuujemy spacer. Ze zdumienia
przecieramy oczy. Gdyby nie Google Maps w życiu nie powiedzielibyśmy, że wciąż
jesteśmy w Krakowie. Wędrujemy równolegle do ulicy Zygmunta Starego, a mamy
wrażenie jakbyśmy znajdowali się w środku lasu. Wprawdzie tuż za korytem rzeki
widać jakieś płoty i ogrodzenia, jednak są one tak zarośnięte, że spokojnie można
zapomnieć o ich obecności. Ten fragment spaceru sprawia nam ogromną radość. W
ciszy i jedynie we własnym towarzystwie możemy cieszyć się ciepłym, jesiennym słońcem.
Prawie robi się nam przykro, kiedy naszym oczom ukazuje się drewniany mostek, a
dzika, ginąca wśród drzew dróżka zmiena się w starannie zadbaną alejkę. Docieramy
do cześci parku oficjalnie uznawanej przez mieszkanców Krakowa za
najpiękniejszą. Trzeba przyznać, że jest to miejsce spokojne i niezwykle
urokliwe. Przypomina alejkę w parku w jakimś mniejszym mieście, gdzie wszyscy
się znają. Na co drugiej ławce zatopiony w książce czytelnik zapomina o bożym
świecie, mamy z dzećmi próbują karmić wiewiórki przeganiane przez spacerujące
ze sarszymi paniami psy, a mijające nas co kilkakroków wiekowe mażeństwa
ciekawie zerkają do wózka, sprawdzając, czy tego kawalera już kojarzą. Ancymon
każdemu z nich posyła promienny uśmiech, zadowolony z zainteresowania jakie
budzi i obecności innych ludzi. Jednak jego uwagę skupiają przede wszystkim
tory przecinające teren Parku Młynówki Królewskiej i pojawiający się na nich
pociąg. Długo obserwujemy jego znikający w odali ogon. W końcu łobuz odzyskuje
oddech i głośno zaczyna się dopominać ruchu. Nie protestujemy. Nóżka za nóżką i
łapa za łapą wędrujemy w stronę Mydlnik.
Zaledwie kilka minut później
dochodzimy do ulicy Zakliki z Mydlnik i końca Parku Mlynówki Królewskiej i…
robi nam się jakoś smutno! Z taką radością wędrowaliśmy po tym parku… Z nieco kwaśnymi
minami robimy w tył zwrot i ruszamy do domu. W rekordowym tempie docieramy do
torów, po których niestety nie jedzie już żaden pociąg. Robimy zalewie kilka
kroków i już jesteśmy przy drewnianym mostku. A
może… może to tylko nasze wrażenie, że ten czas tak szybko mija? Dla
odmiany rezygnujemy z wedrówki tuż przy korycie Młynówki Królewskiej i
kontynuujemy spacer ulicą Zygmunta Starego. Otaczają nas łąki i chaszcze. Nie
ma tu zupełnie nikogo, więc spokojnie możemy spóścić Psa ze smyczy i cieszyć
się otwarta przestrzenią. Niestety Ancymon postanawia się zbuntować. Kilka
godzin w wózku i brak ludzi to dla niego za dużo. Znudzony monotonią terenu i
brakiem zainteresowania ze strony obcych zaczyna wojnę. Jakimś cudem udaje nam
się dotrzeć z powrotem do ujecia wody pitnej prz ulicy Lindego, a tam już czeka
niezawodny Tata! Dobrze, że odebrał telefon z prośbą o ratunek i mógł przybyć z
odsieczą. Coś nam mówi, że powrót Młynówką Królewską do domu z wściekłym
Ancymonem nie byłby już tak przyjemny. A wy? Za co lubicie ten park?






































































Komentarze
Prześlij komentarz