Tajemnica piramidy odkryta




     Muszę się wam do czegoś przyznać. Jestem w szoku zainteresowaniem, jakie wzbudził w was tekst dotyczący Starego Lotniska i Parku Lotników. To niesamowite, że wciąż proponujecie nam wspólny spacer w tym rejonie, albo podkreślacie, że musicie na własne oczy zobaczyć biało-czerwoną piramidę. Cieszy mnie też, że zmotywowaliśmy was do wypicia kawy w tramwaju. Nie mówimy o tym głośno, ale ten tekst był też bardzo ważny dla nas, a wasze liczne komentarze dotyczące instalacji Maurycego Gomulickiego obudziły wyrzuty sumienia. Jak możemy nie wiedzieć dlaczego „Piramida”? Nie możemy. Postanowiliśmy za wszelką cenę dowiedzieć się o co chodzi z tą instalacją artyczną. Internet nie okazał się pomocny. To znaczy, nie podał nam jednoznacznej odpowiedzi, ale… pozwoli nam odnaleźć autora tego projektu. Dzięki uprzejmości pana Gomulickiego wiemy już wszystko! A skoro my wiemy, to podzielimy się tą wiedzą również z wami. Chcecie wiedzieć?

     Zacznijmy od tego, co było inspiracją dla „Piramidy”, „Obeliska” i „Muchomorów”. Pan Gomulicki zaznacza, że w pracach in situ pierwszym determinującym je elementem jest lokalizacja – kontekst jaki tworzy. W tym przypadku kluczową rolę odegrał specyficzny patos Wawelu i Kopca Kościuszki, uroda krakowskich błoni i parków oraz przytłaczająca lecz fascynująca architektura epoki stalinowskiej, głęboki cień nowohuckich podwórek.


    A co z wielokulturowością? Jak wspomniane obiekty się z nią łączą? Wszystkie trzy wykorzystują uniwersalnie czytelne ikony. Ponieważ wszystkie trzy są jednocześnie paradoksalnie egzotyczne (muchomor jest zjawiskiem przyrodniczym tak ekstremalnym, że jest egzotyczny nawet tam gdzie rośnie) i swojskie bo od dawna zasymilowane przez nasz krąg kulturowy myślę, że przede wszystkim pokazuję, że osmoza kultur jest zjawiskiem naturalnym niezależnie od tego jaki mamy stosunek do idei wielokulturowego państwa czy multikulturowości jako takiej. Kultura żyje swoim własnym życiem i nie marnuje potencjałów.
    We wszystkich trzech projektach zdecydowałem się postawić na uniwersalne i powszechnie czytelne ikony. Pierwsza z nich („Muchomory”) silnie zakotwiczona jest w świecie dziecięcych fantazji, dwie pozostałe odnoszą się pośrednio do starożytnego Egiptu. Pośrednio, gdyż prostota i monumentalny potencjał architektury faraonów zostały już bardzo silnie zasymilowane na poziomie globalnym – starożytny Egipt od wieków zapładnia wyobraźnię ludzi Zachodu, a niektóre jego elementy przeniknęły już na trwałe do powszechnej ikonosfery; czasami pełniły wręcz funkcje służebne w konkretnych realiach politycznych.
    Muchomor interesuje mnie nie tyle w swoim wymiarze psychodelicznym, ile jako uniwersalna ikona fantazji, która ze względu na swoją atrakcyjność wizualną zrobiła zawrotną karierę na całym świecie. W kontekście swoistej powagi jaka towarzyszy tyleż historycznemu dziedzictwu Krakowa, co wspomnianej komunistycznej architekturze pociąga mnie szczególnie aspekt infantylny, surrealny tej interwencji. Istotne jest też dla mnie to, że wpisują się one w przestrzeń nie tylko jako element estetyczny czy symboliczny gest, ale również posiadają swój aspekt liryczno-funkcjonalny. Mam nadzieję, że przed palącym letnim słońcem czy strugami jesiennego deszczu będą chronić się pod nimi ludzie chcący w spokoju popatrzeć sobie w oczy, porozmawiać czy po prostu chwilę spokojnie zebrać myśli. Że stworzą one coś w rodzaju minimalistycznego placu zabaw dostępnego mimochodem tak dla dzieci jak dla dorosłych.
   Obelisk” To już kolejna moja wertykalna, quasi monolityczna rzeźba. Od wcześniejszych (różowy Obelisk poznański, Open'er-owski Totem czy warszawska Królowa) różni się jednak tym, że w sposób bezpośredni nawiązuje do klasycznej formy egipskiego obelisku, który zadomowił się już na dobre w tradycji zachodniej. Kojarzymy chyba wszyscy Obelisk z Luxoru na Placu Zgody w Paryżu, ale też i inne egipskie obeliski, które rozsiane są w różnych ważnych dla naszego kręgu kulturowego miastach (Londyn, Nowy Jork, Rzym etc.), mamy obelisk w Waszyngtonie, obeliski pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie, obeliski na cmentarzach wojskowych (szczególnie radzieckich) i cmentarzach żydowskich etc. Zasadniczo wszystkie znane obeliski są neutralne w swojej chromatyce (jasno- lub ciemnoszare, czarne) zdecydowałem się więc na prostą konwersję w postaci kolumny tętniącej kolorem. Aplikacja kolorystyczna odwołuje się w tym przypadku do barwnych pasów obecnych w kulturach ludowych wielu krajów świata, żeby wspomnieć tylko meksykańskie sarape czy łowickie pasiaki. Tak więc mamy klasyczny obelisk skalą bliższy tym, które zdobiły barokowe założenia ogrodowe niż swym monumentalnym poprzednikom, a jednocześnie zasadniczo od nich wszystkich różny bo pulsujący tęczą. Cztery kule na których jest wsparty funkcjonują nie tyle jako element symboliczny, ile mają dodawać bryle lekkości, co jest o tyle ważne, iż jest to rzeźba wystawiona urodzie życia, a nie powadze śmierci czy władzy.
     Co do trzeciego obiektu –„Piramidy”, to wydaje się ona szczególnie zasadna w kontekście specyficznej obecności patosu w realiach Krakowa – majestatycznej prezencji Zamku Królewskiego, Kopca Kościuszki i grobowców na Wawelu. Jest prosta, uniwersalnie czytelna, monolityczna, antyczna a jednocześnie, silniej jeszcze niż Obelisk, zadomowiona w świadomości powszechnej. W przypadku proponowanej przeze mnie piramidy najważniejszym jej elementem, podobnie jak w przypadku Obelisku,  jest polichromia. Zacząłem od wersji czarno-białej ("awangardowej"), którą szybko zdyskredytowałem (taka aplikacja adekwatniejsza jest w kontekście prusko-pomorskim) żeby zaraz przejść do biało-czerwonej – tu pojawia nam się wartość dodatkowa: "nowoczesna" minimalistyczna bryła wykorzystująca współczesne podejście do koloru w opozycji do zachowawczych tendencji w sztuce narodowej. 
     We wszystkich trzech projektach kolor jest elementem kluczowym. Nigdy dość koloru na polskiej ulicy.


Komentarze

Popularne posty