Lotnisko Rakowice Czyżyny & Park Lotników Polskich

     Jak już wspomniałam w poprzednim poście, należymy do tych, którzy jeszcze trochę boją się wirusa. Już nie panikujemy i nie zamykamy się przed światem, ale nadal unikamy zatłoczonych miejsc i nosimy maseczki wszędzie tam, gdzie możemy spotkać innych ludzi, a zachowanie bezpiecznej odległości jest niemożliwe. Takie podejście sprawiło, iż lista miejsc do których możemy się wybrać drastycznie się skurczyła. Zmianie uległy też godziny naszych spacerów. Upodobaliśmy sobie poranki, kiedy to większość osób jest w pracy lub popija poranną kawę motywując się do wyjścia na spacer. Najczęściej na spacerze można nas spotkać jeszcze przed 9: 00 rano, kiedy to dzielnie przemierzamy tzw. Stare Lotnisko (Lotnisko Rakowice Czyżyny), bądź spacerujemy po pięknych alejkach Parku Lotników Polskich. Muszę przyznać, że oba te miejsca zajmują w moim sercu szczególne miejsce od wielu lat, a teraz, kiedy tak trudno znaleźć bezludne miejsce, cenię je sobie podwójnie. Nie czarujmy się. Oba te obszary położone są w centrum Krakowa, a co za tym idzie, nie są opustoszałe. Ich zaletą jest jednak przestrzeń, w której każdy może zachować bezpieczny dystans (jeśli chce i jeśli pozwolą mu na to inni).
     Nasz spacer zaczynamy zwykle przy Galerii Serenada. Kładką przechodzimy nad ulicą Bora Komorowskiego by dostać się na płytę Lotniska Rakowice Czyżyny. Od wejścia witają nas trawy pełne maków, rumianków, stokrotek, mleczy i kwiatów koniczyny. W tym miejscu większość osób spuszcza swoje psy ze smyczy, jednak nasz Pies pozostaje na uwięzi. Nie, nie jestem maniaczką kontroli, ale Pies lubi atakować inne psiaki i choć wygląda niepozornie, nawet dogi niemieckie kulą przed nim ogon... Wiem, powinniśmy nosić żółtą wstążeczkę, żeby ostrzec innych, ale Pies gubi ją w 30 sekund od opuszczenia bloku...
    Już  z kładki widać długi pas startowy, łąki, zarośla, a w oddali Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie. Dojść do niego można wieloma ścieżkami. Wybierając tę najbardziej oczywistą- stary pas startowy spotkamy pewnie więcej osób i trudniej będzie nam zachować bezpieczną odległość. Istnieją jednak ścieżki alternatywne. Przykładowo, pod nasypem, po lewej stronie Starego Lotniska ciągnie się mniej uczęszczana dróżka. Początkowo jest to tylko wydeptana trawa, jednak nagle ni stąd ni zowąd pojawia się pięknie ułożony chodnik. Można nim dojść aż do płotu muzeum, a później wędrować dalej wydeptaną ścieżką wzdłuż płotu muzeum.


   Wędrując Starym Lotniskiem warto uważnie przyjrzeć się zaroślom po prawej stronie pasa startowego. Wśród nich kryją się ruiny starych hangarów, szkielety straszące swoim stanem i kuszące narosłą wokół nich legendą. Aż nogi świerzbią, żeby pospacerować pomiędzy nadgryzionymi zębem czasu konstrukcjami. Zachęcamy was do przyjrzenia się z bliska tym obiektom, jednak pamiętajcie o zachowaniu ostrożności. Poza spadającymi elementami konstrukcji należy obawiać się również malowniczych krakowskich meneli, którzy w cieniu ruin lubią leczyć kaca lub popijać zimne piwko w upalny dzień. Starsi mieszkańcy Czyżyn przestrzegają również przed spacerami po Starym Lotnisku o zmroku lub w nocy. Lubi się tam pojawiać pułkownik Michał Pielechowski z pułkownikiem Józefem Sroką, którzy wiele lat temu tragicznie zginęli na tym lotnisku, a później wielokrotnie ukazywali się kolegom, ratując ich przed niebezpieczeństwem. Podobno, podczas drugiej wojny światowej tych dwóch pułkowników skutecznie utrudniało pracę Gestapowców stacjonujących w pobliżu. Nie wiedzieć czemu z władzami Polski Ludowej jakoś nie mogli się dogadać i zniknęli... Chcecie wiedzieć więcej? Zapraszam do zapoznania się z drugim odcinkiem serii podcastów pod tytułem  Nowa Huta z dreszczykiem.

 Im bliżej Muzeum Lotnictwa Polskiego się znajdujemy, tym wyraźniej majaczy nam wśród drzew piramida pomalowana w białe i czerwone pasy. O matko, chyba ze dwa lata zastanawiałam się, co robi tu ten obiekt. Skąd w Polsce piramida? I to jeszcze biało czerwona? Może chodzi o jakiś patriotyczny pomnik, (tłumaczyłoby to kolory piramidy, ale co z kształtem?), może chodzi o upamiętnienie relacji polsko – egipskich (ale czemu miałyby być tak istotne?)? Zagadka nie jest aż tak bardzo skomplikowana, niedaleko piramidy kryje się w wysokiej trawie tabliczka informująca, iż jest to obiekt zrealizowany w ramach programu "Wielokulturowość nie działa. Artyści Przeciw Przemocy". Choć nie rozumiem w jaki sposób biało czerwona piramida ma propagować tolerancję i przeciwdziałać przemocy, a jej usytuowanie jest dla mnie co najmniej zagadkowe, to muszę przyznać, iż jest ona niezwykle atrakcyjna dla dzieci. Zawsze pełno ich chowa się w jej pobliżu, urządza wyścigi wokół obiektu lub próbuje wejść do środka (podobno się da, ale ja nie mam zielonego pojęcia jak).
     Na terenie Lotniska Czyżyny warto mieć oczy szeroko otwarte. Można tu znaleźć pyszne orzechy włoskie, czereśnie, wiśnie a nawet nieco już zdziczałe winogrona. Z zarośli często wyskakuje znajomy zając, który tylko sobie znaną dziurą wkrada się do muzeum i nie płacąc za bilet radośnie hasa pomiędzy samolotami. Do muzeum z psami nie wpuszczają, a Maleństwo jest za małe, żeby coś zapamiętać, więc mijamy Muzeum Lotnictwa Polskiego i kierujemy się w stronę al. Jana Pawła II i Parku Lotników Polskich. To kolejne pełne przestrzeni miejsce, które uwielbiam i którego nie wstydzę się nazwać parkiem. O co chodzi? Kiedy kilkanaście lat temu przeprowadziłam się do Krakowa nie mogłam zrozumieć jak kilka ławek i parę drzewek można nazwać parkiem. Dla mnie były to ledwie skwerki, które w porównaniu z Parkiem Miejskim w Gorlicach wypadały blado. Teraz rozumiem, że w Krakowie popularne są tak zwane parki kieszonkowe. Nie wiem tylko czemu ten przymiotnik jest często pomijany w oficjalnych nazwach i rozmowach Krakusów.

     Na szczęście poza parkami kieszonkowymi w Krakowie jest też kilka parków. Miasto to może pochwalić się choćby Parkiem Lotników Polskich i... To jest park! Nie tylko jego obszar i zalesienie są imponujące, ale również historia. W czasach zaborów znajdował się tu zbudowany przez Austriaków fort nr XV, Fort Pszorna. W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych minionego wieku teren ten uprzątnięto tworząc Park Kultury i Wypoczynku, który oddzielać miał inteligencki Kraków od pełnej mocy, robotniczej Nowej Huty. Udało się?
    Od 1989 roku oficjalna nazwa tego terenu zielonego to Park Lotników Polskich, a od blisko sześciu lat jedno z moich ukochanych miejsc w Krakowie. Znajdziecie tu potężne stare drzewa, drewniane leżaki (na stałe przymocowane do podłoża), stoliki piknikowe, place zabaw, flow park, ogrodzone boisko do gry w kosza i w nogę, szalety miejskie (przy wejściu od strony AWF-u) czy skatepark. Alejki najbliżej przystanku Muzeum Lotnictwa, al. Jana Pawła II i skateparku są zwykle najmniej zatłoczone. Im bliżej Tauron Areny, tym więcej ludzi, ale też dodatkowe atrakcje. Jest tam przepiękny plac zabaw, food trucki z kawą, lodami i tacosami (w ten weekend food tracków będzie więcej ze względu na organizowany tam Arena Garden street food market),wejście do Ogrodu Doświadczeń im. Stanisława Lema oraz wspomniany już flow park. Nie będę się krygować. Choć ta część parku jest dla mnie zdecydowanie zbyt tłoczna, to miło czasem przespacerować się w okolicach flow parku. O jego atrakcyjności zdecydowanie decyduje grupka przystojnych, fantastycznie zbudowanych panów, którzy ćwiczą tam bez koszulek (nie odważyłam się zrobić zdjęcia, więc drogie panie musicie uwierzyć mi na słowo, że jest na co popatrzeć). W tej części parku powstaje również zbiornik retencyjny, który ma szansę stać się kolejną atrakcją parku.
     Spacer po Parku Lotników Polskich warto kontynuować w stronę al. Jana Pawła II i przystanku AWF. To tu, przy wejściu do parku znaleźć można kawę z roweru, którą gorąco polecamy (zwłaszcza, że można u nich kupić kawę na mleku owsianym lub sojowym), bądź zjeść lody naturalne z roweru. Kawa sprzedawana jest już od 10: 00 rano, zaś lodowy rower pojawia się mniej więcej godzinę później. Przeważnie kręci się wokół niego mnóstwo dzieci z rodzicami stąd też nie udało nam się ich jeszcze spróbować. Z uśmiechem na twarzy omijamy zwykle ten tłumek lodożerców i kierujemy się do wyjścia z parku. I tu muszę się wam wyżalić. Chyba dwa lata temu w tym miejscu powstały fontanny. Kocham je, uwielbiam i nie mogę już wyobrazić sobie Parku Lotników Polskich bez nich. Co więcej jest to jedno z ulubionych miejsc Psa, który ze szczenięcą radością tapla się w fontannie, łapie wytryskającą ku górze wodę i skacze z jednego piętra fontann na drugie. Z tego, co pamiętam, miejsce to uwielbiają również dzieci i chyba, dlatego padło ono ofiarą pandemii... Niestety w tym roku fontanny są wyłączone, a nam pękają serca za każdym razem, kiedy mijamy puste brodziki...
     Żeby poprawić sobie humor przechodzimy na drugą stronę al. Jana Pawła II. Już z daleka wita nas  Pantograf Cafe czyli jedyna w swoim rodzaju kawiarnia w tramwaju. Mały przystanek w tym miejscu na kawę, piwko czy coś zimnego to ogromna frajda nie tylko dla dzieci, ale również dla dorosłych. Jeśli jednak wciąż chodzą za wami lody, a chcecie je zjeść w spokoju unikając tłumów, to mińcie Pantograf i ul. prof. Michała Życzkowskiego. Skręćcie w prawo tuż przed sklepem Bobo Wózki. Idąc tą uliczką dojdziecie do Żabki, która skutecznie zasłania cukiernię Słodkie EldoradoZjecie tu przepyszne lody (sycylijska pomarańcza i kawa z rumem nie mają sobie równych), które na pewno dodadzą wam sił w drodze powrotnej.
    Mając już w ręce pyszne lody, skręcamy w pierwszą alejkę zaraz za Bobo Wózkami. Unikamy w ten sposób jazdy ścieżką pieszo-rowerową, która jest zwykle dość tłoczna. W zamian możemy podziwiać piękne stare drzewa i umieszczone tuż za nimi osiedle Moje Eldorado (z cudownymi balkonami i tarasami). Ulicą Markowskiego wracamy w kierunku Muzeum Lotnictwa i Lotniska Rakowice Czyżyny. Tym razem nie wędrujemy jednak wzdłuż płotu muzeum, ponieważ w okolicach godziny 10:00- 11:00 robi się tam tłoczno. Po przejściu przez bramę idziemy cały czas prosto. Mijamy piramidę w białe i czerwone paski, wyjście z lotniska w kierunku ul. Seniorów Lotnictwa i cały czas trzymamy się lewej strony. Spotkać można tu pojedyncze jednostki, bo z daleka wydaje się, że przejścia tam nie ma. To nie prawda. Idąc tą ścieżką można dojść aż do wyjścia z lotniska i dalej w kierunku Serenady.
    Wiecie już, gdzie można spotkać nas najczęściej, więc zapraszamy na spacer. Może pomachacie nam z bezpiecznej odległości?






Komentarze

Popularne posty